Zalanie ponad stumetrowej kopalni siarki wodą i stworzenie tam popularnego kąpieliska – brzmi jak jakiś mega projekt żywcem z USA czy Chin, a wydarzyło się to w Polsce.
Przez ponad trzy dekady Tarnobrzeg był światową potęgą w wydobyciu siarki, a wielka kopalnia odkrywkowa „Machów” dostarczała surowiec dla przemysłu chemicznego i nawozowego.
Kiedy w latach 90. wydobycie przestało być opłacalne, kopalnię zamknięto. Pozostał po niej krater o głębokości ponad 110 metrów i powierzchni kilkuset hektarów.
Odsłonięte ściany wyrobiska kryły wielkie zagrożenie. Kontakt pozostałości siarki i pirytu z powietrzem i wodą opadową mógł doprowadzić do powstania kwasu siarkowego, zakwaszenia wód podziemnych i wywołania katastrofy ekologicznej na Wiśle.
Rozwiązaniem okazała się rekultywacja wodna. I to wybitnie udana. Najpierw wyrobisko zabezpieczono specjalną, podziemną barierą iłową o grubości kilku metrów, by odciąć przepływ pozostałości z dna.
Następnie przez pare lat na początku lat 2000 do krateru wpompowano ponad 110 milionów metrów sześciennych czystej wody z pobliskiej Wisły.
W ten sposób powstał zbiornik o powierzchni niemal 500 hektarów i głębokości do 42 metrów.
Co ciekawe, woda ma tu obecnie pierwszą klasę czystości, co plasuje je wyżej niż większość jezior a przejrzystość sięga kilku metrów, dzięki czemu jezioro stało się bardzo popularnym miejscem dla nurków i żeglarzy.
Musimy jednak pamiętać, że nie jest to samoregulujący się system. Nad jeziorem nieustannie czuwają systemy pomp, drenów i barier izolacyjnych, które kontrolują poziom wód gruntowych i zapobiegają wydostawaniu się minerałów z podłoża.



